środa, 22 maja 2013

Grzegorz Ósmy - "ósmy po bogu - ale czy po byku?"


Grzegorz Ósmy - urodził się.
I to go zgubiło..
Ewentualista z wyboru i konieczności.
Szatyn ze sztafażem szarlatana.

Wystawiał i publikował ale bez przekonania.
Ma więcej grzechów na sumieniu, ale obiecuje jeszcze nabroić.

Lubi ser pleśniowy i sztruks. Często jeździ rowerem.
W wolnych chwilach dużo oddycha albo gra w scrabble

http://grzegorz8smy.digart.pl/


Kolarstwo i rymarstwo


Lao Koń i spółka
© Grzegorz Ósmy

mokra robota

po wodzi trotylem nilowym wybuchły
upały starzy ludzie padają jak muchy
w smole mułu z mozołem pospołu
jak mrówki w pocie czułek na stosy
kopców pokornie znoszą rozdęte 
w przypływie topielczego humoru ciała 
swetrów krzeseł starych lamp 
które nie rzucą ziemi nowego

światła kładącego się cieniem na
wciąż mokrych korytach zmarszczek
jakimi łzowe kanaliki irygacyjne
irytująco kropka w kroplę wykapaną
sączą mantrę że jedno co warto
to upić się warto w trupa co nim
prędzej padną niż dadzą wywieźć się 
w pole gdzie wróblom okoniem wciąż stoi

strach

© Grzegorz Ósmy 


Bazylia, oregano, tymianek
© Grzegorz Ósmy


jak powinien grzmieć tytuł

kocham - to nie tak łatwo powiedzieć
to trzeba wiedzieć, za to iść trzeba
siedzieć, postać, dwie postaci,
uklęknąć i z bólu nawet nie jęknąć
gdy boli gdy się taniec zaczyna 
chocholi gdy na drogę zabraknie oboli

kocham to nie dzień dobry, nie trzymaj
się ciepło, nie udław się kalarepką
kocham to ciężki koliber, to sowa,
to marabut, to prawem chroniony
ptak którego lepiej mieć w dłoni
niż na ustach zwłaszcza gdy klatka

jak głowa, jest pusta

© Grzegorz Ósmy


Biuro piekła modlitw wysłuchanych
© Grzegorz Ósmy


eM Cię kwadrat

nie musisz już więcej przychodzić
mimochłodem z premedytacją
na nieproszone kolacje bez
wchodzenia na obcesach w relacje

już tu jesteś

czego eksmisji nakazem nie zmienię
nawet pośród re-torsji sumienia
nie pozbędę twoich tu znamion nie
poradzę wciąż reaguję wzruszeniem

lecz ramion

© Grzegorz Ósmy


Bzdura, w której żyję
© Grzegorz Ósmy


torturując trotuary

to nie była jej wina wiedział, powiedział
nie jesteś mi winna miłości, nie jesteś mi
winna nadziei, którą mam że podejdziesz
bym nie dał ci kwiatów bo umniejszać nie
chcę ci chłodu rzeczą której sam nie 
stworzyłem pisał palcem na murze 
jaki z zeszłomrocznego śniegu wznosili

nie nosił jej na rękach, nie zniosła by
tego ale odprowadzał do domu cierpliwie
znosząc czas między ustami a światłem
zapalonym w jej oknie wracając białe
plamy nanosił na mapę z której została
legenda

żyli długo, daleko lecz nigdy się nie
dowiedział że twarz kryjąc w okna 
półcieniu czekała aż wreszcie 
odejdzie

© Grzegorz Ósmy


Dalibóg bogey
© Grzegorz Ósmy


wyspa hobsona

siedział oparty o swój cień
grzebał w kieszeniach drobne
radości małe ssaki oddawały
mu hołd ale nie składały ofiar

patrzyłem jak koniec świata
ledwo wiąże 
z końcem

© Grzegorz Ósmy



Gospodarska wizytacja
© Grzegorz Ósmy


las napalmas

w tym lesie były tylko wilki
nikt nimi nie karmił bliźniaków
choć bracia grimm sadzili te 
drzewa a im bardziej w las tym

pod jastarnią najciemniej w przez
żołądek w sedno drodze do werony
wylotowej jak rana od czubka
kapturka po miejsce gdzie kończy

polana świeżą krwią opuszczona
jak każde z nas piętro niżej tam
gdzie niedaleko piękna jest piekło
jakim innym to my gdzie smoła się

warzy na szosę która prowadzi do
nikąd skąd do wieczności już tylko
rzut pozostaje nam kości o które
walczyć będziemy jak psy ktoś inny

ten las zasadził lecz jedyne 
w nim wilki to ja jestem i ty

© Grzegorz Ósmy


Kandyzowana kanonizacja
© Grzegorz Ósmy


deratyzacja dezyderrat

ten wiersz deklaracją nieskromnej podłości
wypowiedzeniem wojny dwupokojowym
traktatem podaniem o pracę żądaniem 
podwyżki aktem strzelistym z nagich
nubijek sterczącymi sutkami litanią
w drodze krzyżowej pocztowych kolejek
ostatecznym rozkładem jazdy bylejakich
pociągów lekturą nieobowiązkową koniecznie
nadbagażem oświadczeń czarną polewką
indeksem mord zakazanych młotem na
czarownice pułapką na myszy kocią
kołyską karmnikiem dla ptaków
bezalkoholową wódką dla dzieci pijaków

ten wiersz jest przyznaniem do winy i obiektem
kpiny sentencją wyroku prośbą o łaskę
truflą rzucaną przed świnię modlitwą
w czarnej godzinie jest listą wildsteina
i augiasza stajnią jednostajnie po równi
pochyłej w pętlę czasu okutaną szyją

ten wiersz jest więc i ja jestem cholera!
lecz pointy szukajcie w żartach strasburgera

© Grzegorz Ósmy


Kup nasz dziennik (tylko nie Nasz Dziennik)
© Grzegorz Ósmy


ja gore

boże mój obcy mi bardziej
niż obcy w kolejnych częściach
przepraszam ci powiem na sucho
lecz bardziej rzucę kurtuazji
kamyczek do twego rajskiego
ogródka niż gdybym potrzebał
wybaczeń za to że nie czczę
cię na czczo ani tym bardziej
gdym syty czczym słowem twej
próżności pośród wszechpróżni
niebytu nie łechtam łakomy
dusznej strawy duchowej

wybacz że jak się wabisz nie 
dowiem odpuść że nie skaczę
przez patyk z na kaloryczny
wiatyk nadzieją choć lud czołem
w kamień bije mi na czole tylko
zmarszczki się śmieją bardziej
niż głupiemu do sera i choć
żaden ze mnie heretyk zaprzaniec
czy innowierca to taką mam nad
cię przewagę że ja istnieję
i można mnie tknąć do żywego
a gdy mi snów lub wyobraźni
zabraknie to mogę cię wymyślić
ab ovo myślą uczynkiem i
pożądaniem moje masz na to

s ł o w o

© Grzegorz Ósmy


Lebenstrauma
© Grzegorz Ósmy


z deszczu podróżę

zeszliśmy z drzew i przekroczyliśmy rzekę
nie wzdychaj tym powietrzem
nie wiesz gdzie było przedtem
mówisz gdy stanęliśmy w miejscu

zaciągnij się

do straży mej i zawsze przy mnie stój
pożary gaś i ogień wzniecaj znów
księżyca pełnią spełnij mnie gdy nów
kamieniem nocy gwiazd wykrzesze rój

i gęsią obierz skórkę ze słońca pomarańczy
dniem kwitnie chociaż jedno z drzew
pierwszą ci będę z wszystkich ew
owoców stąd nie damy zjeść szarańczy

napij się

mówisz herbaty robiąc dzban
przed nami cały dzień i nocy trzecia część
powietrze czyste już, tutejsze
usiądź lub połóż się – pooddychamy

© Grzegorz Ósmy


Na dworcu w avignon
© Grzegorz Ósmy


kotka na rozgrzanym blaszanym drwalu

ledwo tornada minęły zeszłoroczne śniegi
na wąskim awiniońskim moście a już drwal
blaszany z braku lwa mówił do dorotki
kociaku choć strach na wróble wyglądał

lepiej od dziś tu będzie twoje kansas
warknął pancerną pięścią kończąc śpiew
łabędzi birnamskiego lasu który od
miesiąca łaził za nimi jak pies nam

toto nieprzydatne rubinowe trzewiczki
zostały w lesie słońce szalało blacha
parzyła a gdzie drwa rąbią tam jęknęła
dorotka przerżnij mnie rozłóż na deski

tylko włóż w to trochę serca cię proszę

© Grzegorz Ósmy



Nie poczytaj mi tego
© Grzegorz Ósmy


czy życzenia niespełnienia

twoje obrazki którym zasłaniałam twarze
pełne pustki na nich wypisując litery
to plastry na bliznach zimnożółtych ścian
w muzeum wiatru z którym przeminęłam

wpatrzona w jedną spośród tych butelek
jakim własne nadawałeś rysy do środka 
na piasek z nadmorskiej podróży wkładając 
kwiat suchy - jak ty to robiłeś pytałam

ciebie dopóki sama wzywając pomocy w szkło 
nie zaczęłam łomotać od środka jak list 
rozbitka wytatuowany na grzbiecie dłoni 
którą nie wygrażam - dżinem jestem w butelce

z lodem i cytryną

© Grzegorz Ósmy


No i gada dziad z obrazą
© Grzegorz Ósmy


zima jest płaska

jeszcze ziemia nie była do końca okrągła
gdy smoki kichały na iskry które krzesali
nieokrzesanie łamiąc meblom nogi sobie
głowy a szyfry wspólnym językom jeszcze

esemes był papierowy w szczelinę czeluści
torebki wsunięty lub do tylnej kieszeni z
hubką zapalniczki wysłany by sięgając mógł
biec do niej jak po ogień który gasł z każdym

wrzaskiem o brzasku rozdzierającym w pół
kołdrę a potem już tylko mordę wśród obaw
by nie skończyło się mordem tak upadają
imperia tak wymierają gatunki nadzorem

specjalnym objęte zamiast ramionami tak
kończą ci których imiona jednak są idiomami
nieodmiennymi przypadkiem nawet tym który
sprawia że na już obłej planecie rozdzielnie

niczym płód spędzają swój urlop grzebiąc
się wzajemnie w prochu ziemi Urlo

© Grzegorz Ósmy


Okruch lodu
© Grzegorz Ósmy

przewrócona kula

bliższaś mu niźli ciału koszula
nawet ta w którą otulasz dezabilu
pozór demobiluzując ku uciesze
debila aż guziki mylą ze szczytami

piersi mu w mózgu takie zdjęcie
wisi na ścianie której nie przebije
nawet głową w zimnej kąpaną urodzie
na gorąco zdając z egzekucji

relację z rewolucji na żywo trup
ściele się często obce im słowa
dyndają na latarniach między ustami
dzikie zwierzęta chodzą po ulicach

w sumienie zły cyrk tylko dlaczemu
nosem klauna pismo szczuje drżące
chromym chomikiem wśród tej metafory
że z braku koszuli nadzienia jego

matką głupich będzie choć chrzestną
z pocałunkiem śmierci sport gdy sam
w siebie się wtula kręgląc po podłodze
jak gdyby przewrócona kula w łeb

z lufy palca co bokiem wychodzi od
samego siebie trzymana na dystans
tak na trzask z bicza lub wystrzał
z aurory pozór reform dający bo

gdybym pisał o sobie
to wciąż byłbym chory

© Grzegorz Ósmy 

Pokój z widokiem na wojnę
© Grzegorz Ósmy


całując Winnie w Cooper

w mojej telewizji wciąż lecą
cudowne lata tylko ja już do
high schoolu nie chadzam za
jeden uśmiech podróżam ten

właśnie który mi został gumą
arabską tysiąca i jedynej
niemocy na kopertę bez adresu
wlepiony jak mandat za gapę

czyściec to pralnia brudnych
wyrzutów sumienia to bistro
zagryzanych zębów zjedzonych
na autodestrukcji w napadach

samoobrony to agresywne aikido
to blitzkrieg pozycyjnych wojen
które sam przegrywam ze sobą
w oksymoronów kółko golony

jeden jestem pancerny w pancerz
mój łeb zakuty i choćbym życzeń
miał siedem to sam się sobie 
zdaję potrzebny zupełnie jak 

psu na buty

© Grzegorz Ósmy


Północ-północny krzyk
© Grzegorz Ósmy


o czym szumią łącza

jesteś mi depeszą, haiku jesteś
na liściu, z nadmorzewia pocztółką
o wierzbie na gór szczycie łkającej,
skreślonym zapiskiem na pudełku

przepalonych zapałek, notatką magnesem
do lodówki przykutą, kocham jolkę w
framudze wyrytym, sylabą w szklanym
paciorku, kolcem róży jak z płatka różańca

a wojną mi byłaś i pokojem na którego
frontach czasu straconego szukałem,
sagą o ludziach z lodu, rzeczpospolitą
obojga narodów, teraz też drukiem

wyszłaś po angielsku lecz chińskimi
znakami, książką w gardle mi stajesz
telefoniczną hong kongu z alfabetnym
spisem kompletnym tych wszystkich 

numerów
jakich mi już 
nie wykręcisz

© Grzegorz Ósmy

9 komentarzy:

  1. G-8! Najwyższy czas! Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ee, sam przyznaj Krzyśku, że to super łatwe było ; )

      Usuń
    2. Tak, niespodziewanie szybko zgodny byłeś :-)

      Usuń
  2. o kurka super te kolaże !!

    OdpowiedzUsuń
  3. takie sobie . I "lekko" przestarzałe . bałwochwalcze uwielbienie dla wszystkiego , co "stare i dobre" was zabije . naftalina - to chyba odpowiedznie słowo .

    OdpowiedzUsuń